Strona główna / Raporty / Lublin i Poznań mają ten sam pustostan, ale to dwa różne rynki biurowe
Okiem najemcy · komentarz wideo

Lublin i Poznań mają ten sam pustostan, ale to dwa różne rynki biurowe

Wskaźnik pustostanów w obu miastach jest dziś prawie identyczny, a dla najemcy szukającego biura klasy A oznacza coś zupełnie innego. Pod wideo opis odcinka z porównaniem obu rynków i pełna transkrypcja.

Ten sam wskaźnik pustostanów opisuje w Lublinie i Poznaniu dwa zupełnie inne rynki, bo realny wybór w lubelskiej klasie A sprowadza się do kilku budynków należących do tych samych właścicieli.

Rynek klasy A
87 tys. m²
35% zasobu miasta, dziewięć budynków z 43
Dostępna klasa A
98%
tyle wolnej powierzchni należy do dwóch wynajmujących
W budowie
0 m²
w tym samym czasie w Poznaniu powstaje 79 tys. m²

Ten sam pustostan, trzy razy mniejszy rynek

Lublin ma dziś 10,7 procent pustostanów, Poznań 10 procent, więc na poziomie samego wskaźnika oba rynki wyglądają tak samo. Różnica zaczyna się przy skali. Lublin to 247 tysięcy metrów nowoczesnej powierzchni biurowej w 43 budynkach, Poznań 713 tysięcy metrów w 81 budynkach. Pod względem liczby mieszkańców Poznań jest większy półtora raza, a jego rynek biurowy prawie trzy razy.

Jeszcze więcej mówi ostatnia dekada. Lublin stracił w niej 4 procent mieszkańców, a liczba studentów spadła z prawie 70 tysięcy do 57 tysięcy, czyli o jedną piątą. Poznań utrzymał się przez ten czas w okolicach stu tysięcy studentów i w ostatnim roku znowu rośnie. Biura w Lublinie nadrabiały w tym okresie szybciej, niż sugerowałaby demografia, bo przybyło ich 105 tysięcy metrów, czyli 42 procent dzisiejszego zasobu, a 88 procent lubelskiej klasy A powstało właśnie przez te dziesięć lat. To bardzo młody rynek, który dopiero się zbudował i już przestał rosnąć.

Po stronie popytu dzieje się odwrotnie. W Lublinie działa ponad 80 centrów usług biznesowych, które dają 10 400 miejsc pracy, w tym ponad połowę w IT, wobec 8 500 miejsc w 2022 roku.

Najważniejsza różnica dotyczy jednak struktury zasobu. W Poznaniu klasa A stanowi blisko 60 procent rynku, w Lublinie 35 procent, czyli dziewięć budynków z 43. Najemca, który czyta, że Lublin dysponuje 247 tysiącami metrów nowoczesnej powierzchni, a szuka klasy A, ma w rzeczywistości do wyboru 87 tysięcy metrów, trzy razy mniej, niż sugeruje nagłówek.

Lublin i Poznań: rynek biurowy w liczbach
WskaźnikLublinPoznań
Pustostany ogółem10,7%10,0%
Nowoczesny zasób biurowy247 tys. m² w 43 budynkach713 tys. m² w 81 budynkach
Udział klasy A w zasobie35%około 60%
Wolna powierzchnia w klasie A11 500 m²41 500 m²
Czynsz ofertowy12,50 €/m²14,00 €/m²
Opłaty eksploatacyjne18,50 zł/m²24,00 zł/m²
Łączny koszt metra miesięcznie72,50 zł84,50 zł
Powierzchnia w budowie0 m²około 79 tys. m²
Liczba mieszkańców327 tys.534 tys.
Liczba studentów57 tys.około 100 tys.

Dane przytoczone w odcinku, stan na wrzesień 2026.

Dlaczego liczba właścicieli waży więcej niż wskaźnik pustostanów?

Wolnej powierzchni w klasie A jest w Lublinie 11 500 metrów wobec 41 500 metrów w Poznaniu, ale nie rozkłada się ona po mieście równomiernie, bo prawie 88 procent z niej mieści się w dwóch biurowcach. Wbrew intuicji pustostany w lubelskiej klasie A są wyższe niż w klasie B, 13,3 procent wobec 9,9 procent, i to właśnie w tych dwóch budynkach najemca ma realne pole do rozmowy. Właściciel, któremu stoi 6 tysięcy metrów, rozmawia zupełnie inaczej niż ten, któremu stoi 300 metrów.

Haczyk, którego nie widać w żadnym raporcie rynkowym, dotyczy jednak nie liczby budynków, lecz liczby wynajmujących. Trzech właścicieli trzyma dziś 81 procent lubelskiej klasy A, a jeśli spojrzeć wyłącznie na powierzchnię dostępną od zaraz, 98 procent należy do dwóch właścicieli. W negocjacjach najmu najemca opiera się nie na argumentach, tylko na alternatywie. Przy pięciu wynajmujących każdy z nich wie, że jego oferta leży na stole obok czterech innych, a przy dwóch obaj wiedzą, że trzeciego nie ma. To już nie jest negocjacja, tylko zapytanie o cennik.

Co to znaczy dla najemcy szukającego biura w Lublinie?

Ten układ nie przekłada się na stawki. Czynsz ofertowy w Lublinie wynosi 12,50 euro za metr wobec 14 euro w Poznaniu, a w samej klasie A różnica praktycznie znika, bo Lublin ma 13,8 euro przy poznańskich 14 euro. Razem z opłatami eksploatacyjnymi, które sięgają 18,50 złotego w Lublinie i 24 złotych w Poznaniu, metr kosztuje odpowiednio 72,50 i 84,50 złotego miesięcznie. Przy biurze o powierzchni tysiąca metrów daje to 144 tysiące złotych różnicy w skali roku. Koncentracja własności daje wynajmującym przewagę, ale rynek nie dostarcza im popytu, który pozwoliłby zamienić tę przewagę na wyższy czynsz.

Praktyczny wniosek jest taki, że w Lublinie nie da się wygrać na stawce bazowej, bo jest już niska i wynajmujący nie ma jej jak obniżyć. Negocjacje warto zacząć wcześniej, niż zaczęłoby się je w Poznaniu, i otworzyć je od warunków umowy, a nie od czynszu. Nie dlatego, że Lublin jest trudniejszym rynkiem, ale dlatego, że alternatyw jest mniej i należą do tych samych wynajmujących, a w budowie nie ma dziś ani jednego metra biur, choć według zapowiedzi może się to szybko zmienić. Trzeba się więc liczyć z tym, że na właściwą powierzchnię przyjdzie poczekać, aż zwolni ją poprzedni najemca.

Sam rynek pozostaje przy tym atrakcyjny dla firm, które planują rozwój i potrzebują dużej liczby młodych pracowników, bo tych w Lublinie nigdy nie brakowało.

Transkrypcja

Dziś chciałem porozmawiać o rynku biurowym mojego rodzinnego miasta, czyli o Lublinie. Żeby spojrzeć na niego bardziej obiektywnie, postanowiłem porównać go z rynkiem poznańskim, bo kiedy byłem jeszcze na studiach, wydawało mi się, że te dwa rynki są do siebie bardzo zbliżone pod względem liczby mieszkańców i liczby studentów.

Na początek porównajmy poziom pustostanów. Lublin i Poznań mają dziś prawie identyczny wskaźnik: w Lublinie jest to 10,7 procent, w Poznaniu 10 procent. I na tym podobieństwa się kończą, bo za tą samą liczbą stoją dwa zupełnie inne rynki. Jeśli szukasz w Lublinie biura klasy A, ta liczba nie mówi ci o twojej sytuacji prawie nic.

Zacznijmy od skali. Lublin ma 247 tysięcy metrów nowoczesnej powierzchni biurowej w 43 budynkach. Poznań 713 tysięcy metrów w 81 budynkach, czyli prawie trzy razy więcej. Warto na moment wyjść poza biura, bo proporcje między tymi miastami są inne, niż się prawdopodobnie wydaje.

Poznań ma 534 tysiące mieszkańców, Lublin ponad 200 tysięcy mniej. Czyli Poznań jest większy półtora raza, a jego rynek biurowy prawie trzy razy. Podobnie jest ze studentami. W Poznaniu studiuje około 100 tysięcy osób, w Lublinie 57 tysięcy, ale w przeliczeniu na mieszkańca wychodzi podobnie, więc oba miasta można uznać za akademickie.

Cofnijmy się teraz o dekadę, bo dopiero wtedy widać, jak rozwija się miasto. W 2015 roku Lublin miał 341 tysięcy mieszkańców, dziś 327 tysięcy, czyli skurczył się o 4 procent w ciągu dziesięciu lat. Jeśli chodzi o studentów, w roku akademickim 2015 studiowało w Lublinie prawie 70 tysięcy osób, dziś 57 tysięcy. To spadek o jedną piątą. Dla porównania Poznań przez cały ten czas ustabilizował się w okolicach stu tysięcy, a w ostatnim roku znowu rośnie.

A biura? Tu Lublin procentowo wygląda naprawdę lepiej. Przez ostatnie dziesięć lat oddano 105 tysięcy metrów, czyli 42 procent dzisiejszego zasobu. W Poznaniu 274 tysiące, czyli 38 procent. Tylko że 274 to nie to samo co 105, bo w metrach Poznań dołożył prawie trzy razy więcej.

Jeszcze jedna liczba, moim zdaniem najważniejsza z tej dekady: 88 procent lubelskiej klasy A powstało w ostatnich dziesięciu latach. Ten rynek naprawdę jest młody, dopiero co się zbudował, a już widać, że przestał rosnąć. Po stronie biznesu Lublin urósł natomiast wyraźnie. Dziś to ponad 80 centrów usług biznesowych i 10 400 miejsc pracy, z czego ponad połowa w IT. W 2022 roku było to 8 500 miejsc. Czyli popyt rośnie, a podaż stanęła.

Ważniejsze od skali jest jednak to, z czego ten zasób się składa. W Poznaniu klasa A to prawie 60 procent, w Lublinie 35 procent, czyli dziewięć budynków na 43. I tu jest sedno. Kiedy czytasz, że Lublin ma 247 tysięcy metrów nowoczesnej powierzchni biurowej, a szukasz klasy A, to twój rynek to jedyne 87 tysięcy metrów. Trzy razy mniej, niż sugeruje nagłówek.

Teraz to, co jest dostępne od zaraz. W klasie A w Lublinie wolnych jest jedynie 11 500 metrów, w Poznaniu 41 500 metrów. Ale nawet te 11 500 metrów to nie to samo, na co wygląda, bo prawie 88 procent tej powierzchni znajduje się w dwóch biurowcach.

I teraz rzecz sprzeczna z intuicją. W Lublinie pustostany w klasie A są wyższe niż w klasie B, 13,3 procent wobec 9,9 procent. Dla ciebie powinno to znaczyć tyle, że w tych dwóch biurowcach realnie masz pole do negocjacji. Właściciel, któremu stoi 6 tysięcy metrów, rozmawia zupełnie inaczej niż ten, któremu stoi 300 metrów.

Ale i tu jest haczyk, i to rzecz, której nie znajdziesz w żadnym raporcie rynkowym, a która w negocjacjach waży więcej niż wskaźnik pustostanów. W Lublinie problemem nie jest tylko liczba biurowców, ale również liczba wynajmujących. Trzech właścicieli trzyma dziś 81 procent klasy A w mieście. A jeżeli spojrzysz nie na cały zasób, tylko na to, co jest dzisiaj dostępne, robi się jeszcze ciaśniej: 98 procent dostępnej powierzchni biurowej klasy A w Lublinie należy do dwóch właścicieli.

To całkowicie zmienia charakter rozmowy, bo w negocjacjach najmu nie opierasz się na argumentach, tylko na alternatywie. Jeśli masz pięciu wynajmujących, którzy o ciebie konkurują, każdy z nich wie, że jego oferta leży na stole obok czterech innych. Jeśli masz dwóch, obaj wiedzą, że trzeciego nie ma. To nie jest negocjacja, to jest zapytanie o cennik.

Jak w takim razie stoją stawki czynszu w Lublinie? Czynsz to 12,5 euro za metr, w Poznaniu 14 euro. Do tego dochodzą opłaty eksploatacyjne, w Lublinie odrobinę niższe, 18,50 złotego, a w Poznaniu 24 złote. Razem, po dzisiejszym kursie, metr kosztuje w Lublinie 72,50 złotego miesięcznie, a w Poznaniu 84,50 złotego. Przy tysiącu metrów ta różnica to 144 tysiące złotych rocznie.

Mamy trzech właścicieli, którzy trzymają rynek, zero metrów w budowie i rosnący popyt. Przy takim układzie stawki powinny iść w górę, a nie idą. W klasie A to 13,8 euro, w Poznaniu 14 euro, praktycznie tyle samo. Dlaczego? Koncentracja daje wynajmującym przewagę, ale rynek nie daje im popytu, żeby tę przewagę zmienić w czynsz. Dla ciebie wniosek jest praktyczny: w Lublinie nie wygrasz na stawce bazowej, bo ona jest już niska i właściciel nie ma jak jej obniżyć.

I ostatnia liczba. W Lublinie w budowie nie ma ani jednego metra biur, choć mam informację, że szybko może się to zmienić. W Poznaniu powstaje prawie 79 tysięcy metrów, czyli 11 procent obecnego zasobu.

Jeżeli więc szukasz w Lublinie biura klasy A, podsumowanie będzie takie: rynek jest o 14 procent tańszy niż w Poznaniu, ale trzy razy mniejszy. Liczba wynajmujących i poziom pustostanów nie poprawiają sytuacji negocjacyjnej najemców, a nowych projektów jest jak na lekarstwo. Zacznij negocjacje wcześniej, niż zacząłbyś je w Poznaniu, i zacznij od warunków, a nie od stawki. Nie dlatego, że Lublin jest trudniejszy, ale właśnie dlatego, że alternatyw jest mniej, a te, które są, należą do tych samych wynajmujących. Możliwe też, że będziesz musiał poczekać na swoją wymarzoną powierzchnię, aż zwolni ją poprzedni najemca.

Dalej wierzę w potencjał Lublina, który może być idealnym miejscem dla firm planujących rozwój i potrzebujących dużej liczby młodych, zdolnych pracowników. A tych w Lublinie nigdy nie brakowało. Dziękuję.

Sprawdź pustostany, czynsze i opłaty eksploatacyjne w swojej lokalizacji i porównaj je z rynkiem.

Zobacz dane i raporty